Autor: minbeat - 22 czerwiec 2008
Zaczęły się wakacje i chociaż niewielu dorosłym dane jest leniuchować przez dwa miesiące, to jednak od pewnego czasu widać, że w mieście niewiele się dzieje. Część lokali i instytucji robi sobie wolne rezygnując na czas wakacji z organizowania imprez czy koncertów, a pogoda na dodatek sprzyja bezczynności.
Pozdrawia rozleniwiony, ale zapracowany MinBeat.
Beata | brak komentarzy »
Autor: minbeat - 12 czerwiec 2008
Z inspiracji tematem likwidacji ogródków w WPKiW
Ogródki działkowe, to dla wielu, zwłaszcza starszych osób jedyne miejsce, w którym mogą robić to co lubią. To także miejsce, gdzie wolny czas spędza kilka pokoleń - babcie, ich dzieci, wnuki, prawnuki. To miejsce, gdzie można bezkarnie zrywać z drzew gruszki, jabłka. I chociaż to takie owoce zanieczyszczone miejskim powietrzem, to jednak własne.
Prze lata ogródki się zmieniały. Kiedyś w chlewikach trzymano zwierzęta, a na każdej grządce rosły przeróżne warzywa i owoce. Tyle wiem z babcinych opowiadań. Teraz to raczej miejsce rekreacji i wypoczynku, gdzie wspólnie z rodziną można pogrillować w weekend.
Zmieniało się też otoczenie ogródków, wraz z rozwojem miasta.
Każde lato swojego dzieciństwa spędzałam na ogródku babci, przy ul. Hajduckiej. Później obok wyrosła średnicówka. Opalając się na dachu altanki można było liczyć przejeżdżające samochody i wdychać już inne powietrze niż przed laty.
Niedawno między ogródkami działkowymi, a średnicówką zaczął budować się salon meblowy BODZIO. Teraz w planach jest zburzenie części ogródków na rzecz parkingu.
No cóż, taka jest cena rozwoju, ale mam wrażenie, że dożyję czasów (a może nawet moi dziadkowie tego dożyją), że nie będzie już miejsca, w które staruszek będzie mógł się wybrać, żeby uprawiać swoje kwiaty.
Na zakończenie kilka zdjęć właśnie z takiego miejsca.



Beata | brak komentarzy »
Autor: minbeat - 9 czerwiec 2008
Kolejki, w których stać trzeba kilkadziesiąt minut, zderzające się ze sobą dziecięce wózki, tłumy ludzi w każdym wieku i kolorowe balony. Niewątpliwie chorzowskie zoo cieszy się dużą popularnością.
W upalne dni zwierzęta chowają się w cieniu, leżą i śpią albo obserwują zwiedzających. Hipopotam też odpoczywał, potem zanurzył się w wodzie i nie chciał się już pokazać.

W kotlinie dinozaurów można by wypocząć w cieniu wielkiego kamiennego gada, gdyby nie to, że wszystkie ławeczki najpewniej będą zajęte.

Oto słoń karmiony przez ludzi gałęziami z pobliskiego drzewa. I tu powinniśmy zatrzymać się na dłużej, ponieważ aż dziwne, że drzewo miało jeszcze jakieś gałęzie, aż dziwne, że została jakaś trawa w pobliżu. Nie było sekundy, żeby ktoś nie rwał, nie łamał, nie kruszył bułki, nie rzucał bananów, paluszków, chipsów, kanapek, precelków i innych smakołyków. Nie, to nie były niegrzeczne dzieci, których nikt nie nauczył, że zwierząt w zoo nie wolno karmić, że nie wolno wyciągać rąk. To byli dorośli, którzy swój rozsądek zostawili w domu.

Na szczęście, nie każde zwierzę można tak łatwo nakarmić, a poza tym nie każde gustuje w chipsach i paluszkach. Przyłapana na podwieczorku sowa, tylko bezczelnie gapiła się zza krat na ludzi.
Beata | brak komentarzy »